Zaćmienie Bielawy

Stało się! Rok jak z bicza strzelił i nastał wyczekany ostatni weekend lipca, a co za tym idzie - podróż do Bielawy na III Międzynarodowy Zlot Motocyklowy. Po pierwszym zlocie powiedzieliśmy sobie, że to będzie jednymi spęd motocyklistów, na który będziemy się corocznie stawiać. Ot taki bielawski sentyment mający korzenie jeszcze przed pojawianiem się tutaj Motozlotów.
Od roku wyczekiwany start, od roku obserwowane profile wszelakie co tam będzie, jak, gdzie i o której. Właściwie to chyba tylko tak dla zabicia czasu śledziliśmy portale, bo wiadomo było, że może być tylko lepiej niż w roku ubiegłym. Dla przypomnienia - Bielawa 2016 i Bielawa 2017.
Niestety nie dało rady wyżebrać urlopu, więc start dopiero o 17.00 i nawet poślizgu nie było. A że późny start, a tam już pewnie piwo leją więc trzeba było nadrobić na A4 czego jak wiecie nie znoszę. Autostrady to dla mnie nuda ogromna, spać się chce, nic się nie dzieje, a po bokach nic tylko kukurydza i ekrany w dowolnej kombinacji. No cóż czasem trzeba ustąpić, przemóc się i pokonać te kilka kilometrów do celu. Nawet nie macie pojęcia jaka radością mnie napawa widok bramek końcowych i zjazd na te kręte dróżki. Ale  gustach się nie dyskutuje i szanuję tych co to A z numerkiem wybierają.
Dotarliśmy w sama porę. Szybki kwaterunek i biegusiem na zlot. Już tam zapewne Izunia z ekipą odlicza kolejne wchodzące baranki przez bramki. No i się nie pomyliłam. Na terenie OSIRu Bielawa
już tętniło życie. Gwar, muza, ryk silników, śmiech. Głęboki wdech i wchodzimy. No ale najpierw do dziewczyn po magiczna paczuszkę z suwenirami :) Będzie co na plecaczku przypiąć - III Bielawa. Wieczór tyle co się rozpoczął, kolacja zlotowa na stole, na scenie stroją się Chłopaki z Sosnowca - Rock'n'Roll Rebels. No nie wierzę! Przejechać pół Polski, żeby posłuchać Chłopaków zza miedzy :) Piwo miodowe i startujemy z odsłuchem. Muza lat 60-tych w nowoczesnym brzmieniu rokowym. No po prostu poezja dla uszu! Na scenie rock'n'roll a pod sceną tańce, hulanki, swawole rodem z tańca z gwiazdami. Nóżki same rwały się do densów. Szczególny szacunek dla pani w niebieskiej sukience i pana w żółtej koszulce - byliście świetni. Rewelacyjnie wywijaliście na "parkiecie" odznaczając się wśród czarnych skór i glanów :) Koncert Rock'n'Roll Rebels był jak do tej pory najlepszym dla mnie występem i nie dlatego, że to ziomki z Zagłębia. Jeśli będziecie mieli okazję posłuchajcie. No tak chłopaki grali, że aż się Księżyc schował :) Przypominamy, że 27 lipca 2018 roku mięliśmy okazje uczestniczyć oprócz zlotu w całkowitym zaćmieniu Księżyca. Co poniektórzy zaćmienie mieli już wcześniej, a u niektórych trwało cały weekend.



Sobotę spędziliśmy aktywnie na objazdówce polsko-czeskiej. Ale o tym w innym  poście - ten poświęcamy zlotowi. Po 280km szwendaniu się drogami i zmoknięciu na 2 minuty przed hotelem poszliśmy na zlotowisko. Ja pierdziu! Ludzi chyba ze 4 razy więcej niż w piątek i wciąż się złażą. Nie wiem spod ziemi się wykopują, z nieba spadają. Więcej i więcej. Ryk silników, zapach palonej gumy, smak piwa. Dzisiaj się lansimy po polu, oglądamy maszyny i co dzieje się wokoło. Ze sceny leci muza na żywo. Zaraz Sosnowiec wlezie na scenę. Właściwie co opowiadać, wszystko jasne.
 
 
 
Szkoda, że weekend taki krótki. Jeszcze jakieś 360 dni do następnego zlotu w Bielawie i nie wyobrażam sobie, żeby go nie było. Może nie byliśmy na wielu zlotach, może morza wódki nie wypiliśmy z gawiedzią motocyklową, wpisujemy się w motocyklistów 40+, ale powiem Wam jedno - tak bezpiecznie, dobrze i spokojnie nie czułam się nigdzie. Organizacja poziom MASTER! Tylko na zapiekankach się zawiedliśmy :( Wyglądały tak apatycznie...
 
Magiczna cyferka zlotowa - około 3450 uczestników! Brawo!!!!
 

 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz