Rozważania kulinarne rok później

Rok temu z związku z zimową nudą zgrzeszyliśmy artykułem o pokarmach spożywanych w czasie naszych eskapad. Niektórzy się ślinili, inni skorzystali z naszych wskazówek, a jeszcze inni narzekali, że mają zalizany monitor. No czasem trzeba coś zjeść, czasem odwiedzić ciekawe miejsca, a czasem monitor przeczyścić. Dla tych co dalej uważają, że żyjemy powietrzem i jazdą motocyklem informujemy, że doceniamy dobrą kuchnię i zatrzymujemy się na małeeee.... no dobra ciut większe conieco :)

Gwiazda pod Racławicami

Za oknem zima szaleje więc postanowiłam wrócić do lata i powspominać kilka ostatnich tras. Tak jakoś wyszło w tym roku, że upodobaliśmy sobie świętokrzyskie i północną część Małopolski. Ani to daleko ani blisko tak w sam raz na szybki weekendowy wypad z relaksem. Karina latających scyzoryków jest po prostu pięknie malownicza. I nie ważne, że nie ma gór strzelistych, ośnieżonych i groźnych. Są za to kieleckie fale o czy rozpisywała się brać fotograficzna nazywając to Kielecką Szkołą Krajobrazu. Urzekały  nas pagórki malowane całą paletą zieleni i brązów. Miałam wrażenie, że kołyszą się tak samo jak my na tych kieleckich wstążeczkach. A jak już wiecie wybieramy bardziej drożynki niże autostrady więc i tym razem błąkaliśmy się wśród pół malowanych zbożem rozmaitem jak mawiał wieszcz. 
W tym roku trzy razy przemierzyliśmy świętokrzyskie plus dwa raz w wakacje, ale to konserwą więc się liczyć nie powinno.

Deszczowa piosenka

Zapewne kojarzycie  słynna piosenkę Gene'a Kelly'ego - Singin' in the Rain. Śpiewa tam w radosnym uśmiechu z cieknącymi strużkami wody z kapelusza, jaki to on szczęśliwy, ile to ma słońca w sercu i jak bardzo mu dobrze. Niech chmury burzowe wszystkich przegonią i niech sobie pada, a on sobie pośpiewa i potańczy ba nawet postepuje. Niby nic w tym strasznego, niby nic złego, a jednak jak się siedzi w siodle, a nie owija wokół latarni z czarnym parasolem perspektywa radości w sercu nieco się spłaszcza. Pogoda za oknem zainspirowała mnie do wspomnień z pewnego weekendu, który zaczynał się przefantastycznie, a z każdym kilometrem wszystko stawało na głowie.

Weekend z Pradziadem

Tak wiem... zaniedbałam Was troszkę, ale nie było w tym nic złośliwego. Ot urlop się przyplątał, a że na wakacje wybieram miejsca z dala od zasięgu tak więc zaniedbałam blogowe teksty na korzyść relaksu. Ale już się poprawiam /trasa/.
Kiedy nasze pociechy truły życie wychowawcom kolonijnym my mogliśmy znowu odwiedzić Bielawę i pobujać się w rytm II Międzynarodowego Zlotu Motocyklowego.

KrumLOVe - bruk, kamieniczki i czerwone dachy

Wracamy jeszcze do majówki w Czechach :)
Kiedy zostawiliśmy za sobą Mikulov, Lednice, Valtice i całe Morawy winem płynące i wzdłuż granicy z Austrią i szlakiem UNESCOwych miasteczek pojechaliśmy w stronę Czech Południowych do mojego wymarzonego Krumlova /trasa dostępna tutaj/. Gdzieś w głowie utkwiło mi piękno tego miejsca zauważone na jakimś zdjęciu. Chciałam osobiście sprawdzić czy warto kolejne Czeskie LOVE zobaczyć czy będę rozczarowana.