Czeskie drogi


Jak zapewne pamiętacie z wpisu o Zlocie Wilkowyjskim zrobiliśmy przed nim prawie 1800km. Wybór padł na naszych południowych sąsiadów bo a - mają dobre piwo, b - mają dobre wino, c - mają piękne miasta i d - cudowne drogi. I jak tego nie wykorzystać? Grzech :) I dla tych zalet od 30 kwietnia aż do 5 maja zwiedzaliśmy te cudowne wstążeczki. Zanim opowiem co i gdzie widzieliśmy opowiem o tych ścieżkach.

Już po przekroczeniu granicy w Cieszynie /najciekawsze jest to, że w strefie granicznej króluje teraz castorama, a nie smętni panowie celnicy, ehhh pozmieniało się/ wpada się na gładkie asfaltówki. Pierwszy znak, że jesteś poza Polską. Niestety jeśli chodzi o nasze drogi to z radością opuściliśmy dziury na te kilka dni. Z racji tego, że nigdzie nam się nie spieszyło, a autostrady są jak dla mnie nuuuudneeee wybraliśmy drogi boczne. Autostradami zrobiliśmy może 40km. Z początku jak usłyszałam boczne, mniejsze drogi to blady strach na mnie padał, że znów trzeba będzie uważać, starać się nie odgryźć sobie języka, a tyłek będzie obolały razem z przyległościami. Nic bardziej mylnego... Wstążeczki dróg wiją się między polami, winnicami równiutkie jak stolik do bilardu. Można się było skupić na pięknych okolicznościach przyrody, podziwiać rzędy winnic, rzepak, czarnoziem, wioseczki, miasteczka, i wszystko co po drodze.
 
 
 
 
 
 
Czesi są bardzo przepisowi, przynajmniej my na takich trafiliśmy. Wszystko zgodnie w przepisami, 50km/h to 50km/h, 90 to 90 itd. Nie ma pirackiego wyprzedzania na trzeciego, poboczem, walenia po oczach długimi, korków, wymuszania itd. Być może my na takie cuda nie trafiliśmy, ale to tylko dla dobra ogólnego. Mandaty mają bardzo wysokie, za przekroczenie prędkości wahają się między 1500 a 10000 CZK. Czeskie prawo drogowe stanowi, że kierujący ma obowiązek między innymi do używania świateł cały rok, korzystania z zestawu głośnomówiącego, tworzenia pasa ratunkowego w przypadku korków, bezwzględnego ustępowania pieszemu na przejściu i jeszcze kilka innych. Za każde złamanie przepisów grozi mandat do 5000 CZK. A nie daj Boże zatrzymać się na miejscu dla niepełnosprawnych - 10000 CZK nie Twoje. A i najważniejsze - te pyszne piwa i wina zostaw sobie na wieczór, kiedy to spacerem będziesz przemierzać czeskie miasteczka - ) promili i ani ciut więcej - 50000CZK!
 
 
 
 
 
 
 
No ale wróćmy do jakości dróg. Tułaliśmy się po nich z wielką radością, satysfakcją i najważniejsze spokojem i pewnością, że nie zaskoczy nas żaden odcinek specjalny, a jak już do takiego miało dojść to informowały nas o tym znaki. I jakie było moje zdziwienie, że tam drogi gorsze są jak nasze lepsze :( W sumie około 50km mięliśmy fatalnej nawierzchni. Najgorsza była przed dojazdem do Piekielnych Dołów, na ale może to dlatego, że nazwa zobowiązuje ;) 
 
Grzechem by było pisać, że tam nie ma kolizji, wypadków, zgonów. My na szczęście nie trafiliśmy na żadne nieszczęście. Czesi jak zauważyłam bardzo celebrują ofiary wypadków. Przy drogach można zauważyć nagrobki. Tak nagrobki, takie miniaturowe, ale opatrzone zdjęciem, wierszykami, danymi. Świecą się znicze, leżą wieńce a często obok są sadzone trzy jakieś drzewka - rozpoznałam brzozy i tuje.
 
Musze przyznać, że czas spędzony na czeskich drogach zaliczam do relaksu. Codziennie robiliśmy 250-280km. Po takim odcinku w naszym kraju cierpiałby odcinek moich pleców, ten co to traci szlachetną nazwę, jazda przestałaby być przyjemnością, a tęsknota za kąpielą i łóżkiem byłaby ogromna. W Czechach aż się chciało wstać i jechać! Może by tak wziąć przykład z sąsiadów i zająć się drogami?
Najważniejsze! Motocykliści w Czechach nie płaca za przejazd autostradami!
Teraz mogę pokazać co warto zobaczyć na szlaku jaki zrobiliśmy - cierpliwości :)
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz