Indian Lake Rally 2026, czyli jak pojechać na zlot i wrócić z niedosytem/Indian Lake Rally 2026 – How to Go to a Rally and Come Back Wanting More


 Wersja Polska /English version below/   
Są takie zloty, na które człowiek jedzie motocyklem. Są też takie, na które jedzie po to, żeby spotkać ludzi. A pomiędzy tym jest Indian Lake Rally, gdzie człowiek jedzie motocyklem, spotyka ludzi z IMRG, coś zwiedza, coś zje, coś zatańczy, bierze udział w paradzie, odwiedza dożynki, licytuje na szczytny cel… i wraca do domu z pytaniem: To kiedy następny?

W dniach 4–6 września 2026 roku IMRG Dark Horses Warsaw po raz kolejny organizowali Indianową brać na Indian Lake Rally. Tym razem baza zlotu znalazła się w wyjątkowym miejscu, bo na terenie Muzeum Wsi Mazowieckiej w Sierpcu w Hotelu Skansen. I trzeba przyznać, że był to strzał w dziesiątkę.

Bo gdzie indziej można jednego dnia oglądać motocykle, drugiego zwiedzać browar, a chwilę później znaleźć się w samym środku dożynek? No dobrze… można pewnie w kilku miejscach. Ale nie wszędzie robi się to w towarzystwie tylu pozytywnie zakręconych ludzi.

Najpierw Kasztelan, potem już poszło…

Zlot zaczął się od wizyty w Browarze Kasztelan. I tutaj pojawia się odwieczne pytanie każdego motocyklisty:

  • Czy można zwiedzać browar motocyklem? - Można.
  • Czy można zwiedzać browar i nie skorzystać z jego produktów? - Oczywiście, że można.
  • Czy wszyscy tak zrobili? - Tego Plecaczek nie będzie komentował. Plecaczek jest osobą dyskretną.

Zwiedzanie było jednak czymś więcej niż tylko okazją do poznania procesu produkcji. Była historia, była technologia, były ciekawostki i oczywiście rozmowy, które, jak to na motocyklowych spotkaniach, potrafią bardzo szybko zejść z tematu browaru na motocykle, podróże, przygody i pytanie: A pamiętasz, jak wtedy…?

I nagle okazuje się, że trzy godziny minęły nie wiadomo kiedy.

Oficjalnie, czyli koszulki, podziękowania i prezenty

Każdy porządny zlot ma również moment, w którym trzeba na chwilę przestać gadać, śmiać się i machać do znajomych, a zacząć zachowywać się oficjalnie. Była więc część oficjalna.

Były podziękowania. Były prezenty. Były słowa uznania dla tych, którzy wkładają mnóstwo pracy w to, żeby inni mogli później po prostu przyjechać i dobrze się bawić. I właśnie w takich chwilach człowiek przypomina sobie, że zlot nie robi się sam.

Za tymi wszystkimi kilometrami, atrakcjami, przejazdami i wieczorną zabawą stoją ludzie, którzy wcześniej musieli pomyśleć o absolutnie wszystkim. No… prawie wszystkim. Bo zawsze znajdzie się ktoś, kto po wszystkim zapyta: A gdzie jest…?

I wtedy zaczyna się kolejna atrakcja.

Motocykle w drogę

A skoro byliśmy na zlocie motocyklowym, to wiadomo, że nie można siedzieć w jednym miejscu. Była więc przejażdżka po okolicy. Nie pytajcie mnie gdzie jeździliśmy, ale dla mnie trasa była wspaniała, taka jak lubię, piękne widoki, wijące się drogi, wiatr w twarz, motocykle za mnę i motocykle przede mną. Bo wiadomo nie od dziś, że Plecaczki mają zawsze najlepsze widoki, mimo że z tylnego. Mazowieckie drogi, motocykle, wizyta w Zamku w Golubiu-Dobrzynie, wspólna jazda i ta charakterystyczna atmosfera, kiedy kilkadziesiąt maszyn jedzie razem.

Tego nie da się do końca opisać. To trzeba zobaczyć. To trzeba usłyszeć. A najlepiej poczuć…

Dożynki? Na motocyklowym zlocie?

I przyszedł czas na kolejną atrakcję, której człowiek raczej nie spodziewałby się na typowym motocyklowym weekendzie, czyli Dożynki w Rościszewie. Bo dlaczego by nie? Skoro można połączyć motocykle z lokalną tradycją, muzyką, ludźmi i świetną zabawą, to mówię: Jestem za.

Pojawiliśmy się więc na dożynkach, wzbudzając, jak można się domyślić, niemałe zainteresowanie. Bo umówmy się. Rolnik na ciągniku nikogo szczególnie nie dziwi. Ale kolumna Indianów? To już jest trochę inna kategoria folkloru.

Parada do Sierpca

A skoro już dojechaliśmy do Rościszewa, objedliśmy Koła Gospodyń Wiejskich z lokalnych pyszności, narobiliśmy hałasu, to trzeba było wrócić do hotelu, bo tam szykowano kolejne atrakcje. No ale wracać bez parady byłoby oczywistym błędem.

Kolumna motocykli ruszyła. I znowu pojawił się ten moment, który dla mnie jest wyjątkowy. Jadę w kolumnie. Przed mną motocykle, za mną motocykle. Obok mnie motocykle. A gdzieś w środku tego wszystkiego zaczynam sobie uświadamiać: Kurczę… naprawdę lubię to. Bo motocykl to jedno. Ale motocykl wśród ludzi, którzy mają tę samą zajawkę, to już zupełnie inna historia.

A potem przyszedł czas na dżygitki

Jakby motocykle, parada, dożynki, browar i wszystkie inne atrakcje były jeszcze niewystarczające to IMRG Dark Horses postanowili dorzucić nam coś, czego chyba nikt się nie spodziewał. Pokazy dżygitu, czyli atrakcja na miarę IMRG Dark Horses

A co to dżygit? To zręczny jeździec, który na koniu potrafi zrobić więcej akrobacji niż my na motocyklu po błocie… i jeszcze wygląda przy tym, jakby to było zupełnie normalne. Sztuka takiej jazdy pochodzi z Kaukazu.  

Dziewczyny z Ośrodka Jeździeckiego „Babski Dżygit” pokazały nam, co można wyczyniać na koniu, kiedy zwykłe „wsiadam, jadę i nie spadam” zdecydowanie już nie wystarcza. Były konie, była ogromna dawka emocji i były akrobacje, przy których niejeden motocyklista zaczął się zastanawiać, czy jednak jego Roadmaster też tak potrafi.

Dziewczyny pokazały prawdziwy kunszt, odwagę i świetną współpracę z końmi. A ja patrzałam, podziwiałam i doszłam do jednego, bardzo ważnego wniosku: na motocyklu zdecydowanie wolę siedzieć normalnie.

Trzeba jednak przyznać, że pokaz zrobił ogromne wrażenie. Była to jedna z tych atrakcji, które sprawiają, że człowiek wraca do domu i opowiada co można zrobić na koniu. Jak nie zobaczysz, nie zrozumiesz.

No i właśnie za takie niespodzianki lubimy Indian Lake Rally. Bo nigdy do końca nie wiadomo, co wydarzy się za chwilę.

  • Motocykl? Wiadomo.
  • Browar? Był.
  • Dożynki? Były.
  • Dżygit? Też był!

I bardzo dobrze. 

Najważniejsza atrakcja była jednak gdzie indziej

Wśród całego tego zamieszania, śmiechów, żartów znalazło się również miejsce na coś naprawdę ważnego na aukcję charytatywną dla dzieci z Domu Dziecka. Takie momenty pokazują, że motocyklowa społeczność potrafi nie tylko świetnie się bawić, ale również zrobić coś dobrego. Licytacja była pełna emocji, śmiechu i zdrowej rywalizacji, ale najważniejszy był cel. Bo czasami warto dorzucić coś więcej niż gazu.

Czasami warto dorzucić od siebie.

I tym bardziej cieszy, kiedy przy okazji świetnej zabawy można pomóc tym, którzy tej pomocy naprawdę potrzebują. Jestem z tego dumna tym bardzie, że Mario Tytan Grochowski, z naszego IMRG Black Wolves, oddał na aukcję swój złoty medal i… rozwalił bank. Medal poszedł za 9 000 PLNnów!

A wieczorem… hulanki, swawole i rozmowy do późna

Dochodzimy do tej części zlotu, której oficjalne programy imprez zazwyczaj nie opisują zbyt szczegółowo. Nie ma scenariusza, bo ten pisze się na bieżąco

Czyli: Co było wieczorem?

Były rozmowy. Dużo rozmów. Były tańce. Były śmiechy. Były hulanki i swawole. Były historie zaczynające się od: Słuchaj, bo jak ostatnio jechaliśmy… I takie, które kończyły się: Dobra, tego nie będziemy tutaj opowiadać.

Było też to, co w całej tej motocyklowej zabawie jest chyba najważniejsze – ludzie. Ludzie, z którymi gadasz po raz pierwszy i po pięciu minutach masz wrażenie, że znacie się od lat. Ludzie, z którymi można śmiać się do łez. I ludzie, z którymi następnego dnia przy śniadaniu człowiek patrzy na siebie i mówi
- Żyjesz?

- Żyję.

- To dobrze.

- Kawa?

- Natychmiast.

I znowu gadasz, śmiejesz się, wymieniasz telefonami i podsyłasz foty.

I co z tego wszystkiego wynika?

Indian Lake Rally 2026 był jednym z tych weekendów, które zdecydowanie za szybko się kończą. Byłam na nim po raz pierwszy, ale już wiem, że nie ostatni!

  • Były motocykle.
  • Była jazda.
  • Było zwiedzanie.
  • Był browar Kasztelan.
  • Były dożynki w Rościszewie.
  • Była parada.
  • Były konie.
  • Było ogromne serducho.
  • Były tańce, śmiech, rozmowy i oczywiście nieodłączna motocyklowa filozofia życiowa: Jeszcze tylko jedno zdanie i idziemy spać. Po czym mijają dwie godziny.

Ale przede wszystkim byli ludzie. I chyba właśnie dlatego na takie zloty chce się wracać. Nie dla koszulki. Nie dla rally packa. Nie dla kolejnego zdjęcia motocykla. Tylko dla tego momentu, kiedy po kilku miesiącach spotykasz znajomą twarz, przybijasz piątkę i słyszysz: No i jesteście I wtedy wiesz, że było warto przejechać te wszystkie kilometry.

Dziękujemy IMRG Dark Horses Warsaw za Indian Lake Rally 2026.

Za organizację, pomysły, atrakcje, atmosferę i, przede wszystkim, za stworzenie miejsca, w którym motocykle są tylko pretekstem. Bo tak naprawdę chodzi o ludzi.

A motocykle?

No cóż…One po prostu bardzo pomagają nam się do tych ludzi dostać.

Do zobaczenia na trasie.

 

Indian Lake Rally 2026 – How to Go to a Rally and Come Back Wanting More

There are rallies you go to by motorcycle. There are also rallies you go to simply to meet people.

And somewhere in between, there is the Indian Lake Rally — where you ride your motorcycle, meet people from IMRG, see some sights, eat something, dance a little, join a parade, visit a harvest festival, bid at a charity auction… and come home asking yourself:

So… when’s the next one?

From September 4–6, 2026, IMRG Dark Horses Warsaw once again brought the Indian family together for the Indian Lake Rally. This time, the rally base was in a truly unique location — at the Muzeum Wsi Mazowieckiej in Sierpc, at Hotel Skansen. And I have to admit, it was a brilliant choice.

Because where else can you look at motorcycles one day, visit a brewery the next, and a moment later find yourself right in the middle of a harvest festival?

Well… probably in a few places.

But not everywhere can you do all that surrounded by so many wonderfully crazy people.

First Kasztelan, then things got interesting…

The rally started with a visit to the Kasztelan Brewery. And here comes the eternal question every motorcyclist asks: 

  • Can you visit a brewery by motorcycle? Yes, you can.
  • Can you visit a brewery and not sample its products? Of course you can.
  • Did everyone do that? Plecaczek will not comment. Plecaczek is a discreet person.

The visit was about much more than simply learning how beer is made. There was history, technology, interesting facts and, of course, conversations which, as always at motorcycle gatherings, can very quickly move from breweries to motorcycles, trips, adventures and the inevitable question: Remember that time when…?

And suddenly, somehow, three hours have disappeared.

Official business: T-shirts, thank-yous and gifts

Every proper rally also has that moment when you have to stop chatting, laughing and waving at friends for a while and start behaving officially.

So, there was an official part of the event. There were thank-yous. There were gifts. There were words of appreciation for everyone who puts a huge amount of work into making it possible for everyone else to simply show up and have a great time. And moments like these remind you that a rally doesn't organize itself.

Behind all those kilometres, attractions, rides and evenings of fun are people who had to think about absolutely everything beforehand. Well… almost everything. Because there is always someone who, afterwards, asks: Where is…?

And that's when the next attraction begins.

Motorcycles, let’s ride!

And since we were at a motorcycle rally, obviously we couldn't just sit in one place. So there was a ride around the area. Don't ask me exactly where we went, but for me the route was wonderful — exactly the kind I like. Beautiful views, winding roads, the wind in my face, motorcycles behind me and motorcycles ahead of me. Because it is a well-known fact that passengers always have the best views.

Even though those views come from the back seat.

We rode through the Mazovian countryside, visited Golub-Dobrzyń Castle, and enjoyed that special atmosphere you get when several dozen motorcycles ride together.

You can't really describe it completely. You have to see it. You have to hear it. And preferably feel it…

Harvest festival? At a motorcycle rally?

Then came another attraction that you wouldn't necessarily expect during a typical motorcycle weekend: the harvest festival in Rościszewo. Why not? If you can combine motorcycles with local traditions, music, people and a great atmosphere, I say: I'm in. So we showed up at the festival and, as you can imagine, attracted quite a bit of attention. Because let's be honest. A farmer on a tractor? Nothing particularly unusual. But a whole column of Indians Motorcycles?

That's a slightly different category of local folklore.

The parade to Sierpc

And since we'd already made it to Rościszewo, sampled all sorts of delicious local food prepared by the local Housewives' Associations, and made plenty of noise, it was time to head back to the hotel, where more attractions were waiting for us.

But going back without a parade would obviously have been a terrible mistake. The motorcycle column set off. And once again came that moment that is so special to me. I'm riding in a column. Motorcycles in front of me. Motorcycles behind me. Motorcycles beside me. And somewhere in the middle of all that, I start thinking: Damn… I really do love this.

Because a motorcycle is one thing. But a motorcycle among people who share the same passion is a completely different story.

And then came the dzhigit… well, sort of!

As if motorcycles, the parade, the harvest festival, the brewery and everything else weren't enough, IMRG Dark Horses decided to throw in something nobody was probably expecting.

A spectacular Cossack-style horse-riding show!

And what exactly is a dzhigit? A dzhigit is a highly skilled horseman who can perform more acrobatics on horseback than we can manage on a motorcycle in the mud… and still make it look completely normal. The art of dzhigit originates in the Caucasus.

The ladies from the “Babski Dżygit” Equestrian Centre showed us what you can do on a horse when simply “getting on, riding and not falling off” is clearly not enough. There were horses, plenty of excitement and acrobatics that made more than one motorcyclist wonder whether their Roadmaster could actually do any of that.

The girls demonstrated incredible skill, courage and an amazing partnership with their horses. And I watched, admired and came to one very important conclusion: On a motorcycle, I definitely prefer sitting normally.

There is no doubt the show made a huge impression. It was one of those attractions that makes you go home and tell everyone what you saw a person do on a horse. Because if you haven't seen it, you simply won't understand.

And that's exactly why we love Indian Lake Rally. You never quite know what is going to happen next.

Motorcycles? Of course.

Brewery? Check.

Harvest festival? Check.

Dzhigit? Absolutely!

And that's the way it should be.

But the most important attraction was somewhere else

Among all the craziness, laughter and jokes, there was also room for something genuinely important — a charity auction for children from a children's home. Moments like this show that the motorcycle community knows how to do more than simply have a great time. We also know how to do some good. The auction was full of excitement, laughter and friendly competition, but the most important thing was the cause. Because sometimes it's worth giving a little more than just gas.

Sometimes it's worth giving something of yourself.

And it makes it even more special when, alongside having a fantastic time, you can help people who genuinely need it. I'm especially proud because Mario “Tytan” Grochowski, from our IMRG Black Wolves, donated his gold medal to the auction and… blew the bank apart. The medal went for PLN 9,000!

And in the evening… partying, dancing and conversations until late

And now we come to the part of the rally that official event programmes usually don't describe in too much detail. There is no script. The script is written as you go. So… What happened in the evening?

There were conversations. Lots of conversations. There was dancing. There was laughter. There was partying and general mischief. There were stories that started with: Listen, because the last time we were riding… And others that ended with: Okay, we're definitely not telling that story here.

But there was also the thing that is probably the most important part of this whole motorcycle adventure: people. People you talk to for the first time and, five minutes later, feel like you've known them for years. People you can laugh with until you cry. And people who, the next morning at breakfast, look at you and say:

- You alive?

- Alive.

- Good.

- Coffee?

- Immediately.

And then you start talking again, laughing again, exchanging phone numbers and sending each other photos.

So, what does it all mean?

Indian Lake Rally 2026 was one of those weekends that ended far too quickly. It was my first time there, but I already know it won't be my last!

  • There were motorcycles.
  • There was riding.
  • There was sightseeing.
  • There was Kasztelan Brewery.
  • There was the harvest festival in Rościszewo.
  • There was the parade.
  • There were horses.
  • There was a huge amount of heart.
  • There was dancing, laughter, conversations and, of course, the timeless motorcycle philosophy: Just one more sentence and then we're going to bed. Two hours later…

But most importantly, there were people.

And I think that's exactly why you want to come back to rallies like this. Not for the T-shirt. Not for the rally pack. Not for another motorcycle photo. But for that moment when, after a few months, you meet a familiar face, give them a high five and hear: Well, look who’s here! And then you know it was worth riding all those kilometres.

Thank you, IMRG Dark Horses Warsaw, for Indian Lake Rally 2026.

For the organisation, the ideas, the attractions, the atmosphere and, above all, for creating a place where motorcycles are just an excuse. Because really, it's all about the people.

And the motorcycles? Well… They just happen to be a very good way of getting us to those people.

See you on the road!

 

Komentarze