Kocham wolność czyli Bielawa

Taka już nasze świecka tradycja, że z końcem lipca choćby się waliło i paliło jedziemy do Bielawy. Wtajemniczeni wiedzą, że wtedy jest Międzynarodowy Zlot Motocyklowy. Tym razem już po raz czwarty. Już od ogłoszenia daty /dzięki zaprzyjaźnionej duszyczce - tak Iza to o Tobie -ciut wcześniej/ odliczaliśmy miesiące, dni, godziny, aż do momentu zaobrączkowania już na zlocie.
Piątek już napięcie sięgało zenitu, szybkie zamknięcie drzwi do biura, przeskoczenie z garnituru w skórki i jazda. Pogoda poezja. No skoro tak się zaczyna nie może się kiepsko skończyć :) Poprzednie 3 edycje były rewelacyjne, jedna lepsza od drugiej. Zastanawiałam się co też zdarzy się w 2019 czym będę się delektować do 2020 :) Już w okolicach Dzierżoniowa bzyczały wszelkiej maści maszyny lecące w jedynym słusznym kierunku. Znaczy rekord będzie pobity. Już przedmieścia, znajoma stacja, znajome rondo, ulice. Szybki kwaterunek, łyk wody i dawaj nad jezioro. Już z daleka powietrze tętniło muzyką, spalinami, paloną guma i jedzeniem. Tak właśnie jedzeniem - niektórzy to powiedzą, ze ja ciągle głodna jestem.
Już na bramce widzę uśmiech mojej ulubienicy, bez której zlot nie miałby sensu i chociaż nie możemy usiąść i napić się piwa, to fakt, że tam jest podnosi mnie na duchu. Odszukanie na liście płac /genialny pomysł zapłacić wcześniej i nie odstawać kolejki z grosikami/, bransoletki prawie że WiP-owskie /będzie świetny załącznik do kluczyków/, pakieciki startowe, ekotorby i blacha - czyli 4 do brydża. Swoją drogą edycja blach, logo z 2019 najbardziej mi się podoba /jak do tej pory/ - kochani wyzwanie na 2020 :) Z torbą będę dumnie przemieszczać się pomiędzy regałami zapewne do momentu aż jakaś nietolerancyjna istota obłoży mnie po głowie bagietką albo innym ogórkiem. No ale już jesteśmy za bramkami i oddajemy się atmosferze zlotu. Szybkie obejście okolicy. Scena tętni życiem i rockiem. No po prostu totalny relaks, dezynfekcja, odlot i niebyt służbowy. Tego mi trzeba było. wiat zostawiony gdzieś tam gdzieś tam.
Poszwendaliśmy się po okolicy, pomiędzy maszynami bez stresu i spiny. A w sobotę też będziemy :)
 
 
 


Jako, że w tym roku mamy mało czasu na przejażdżki, a pogoda dopisuje, sobotę spędziliśmy na zwiedzaniu kolejnych kawałków dolnośląskiego, ale o tym w odrębnym poście. Wieczór natomiast wiadomo na zlotowym placu. Do południa trwały imprezy, konkursy, konkurencje wszelakie - wiem z relacji, opowieści. Ci co zostali nie mogli narzekać na nudę - polecam poszukać co się działo. Wieczór zapowiadał się równie atrakcyjnie. Kusił mnie koncert Panzerflower. Gdzieś mi się już ta nazwa obiła o uszy i byłam bardzo ciekawa jak też chłopaki grają. Przyznam, że są świetni. Covery rockowe mojej młodości, same hiciory, fajnie zagrane, super rozruszana publiczność. Muszą mieć to coś w sobie bo żądaliśmy bisu za bisem i nie chcieliśmy ich ze sceny puścić. Brawo! Tak trzymać!
Wiadomość od znajomych, że już są - no po prostu żyć nie umierać. Spotkać na zlocie koleżankę z pracy, z którą służbowo telefon rozgrzewamy - bezcenne. Motocykle, piwo, znajomi, śmichy-chichy, wspólna pasja i zrozumienie, Panzerflower na scenie czego chcieć więcej? Sylwia, Junak dziękujemy za tak fantastyczny wieczór. Żałujemy, że musieliście jechać, ale możecie być pewni, że "Kocham wolność" Chłopców z Placu Broni godnie odśpiewaliśmy również za Was. I tutaj właśnie dochodzimy do perełki zlotu... Chłopcy z Placu Broni... Gwiazda wieczoru. Boszzzzze odmłodziliście mnie o... no dobra inaczej to ujmę.... wróciłam do moich 17 lat.  Był śmiech, śpiew, łzy no emocje. Moja młodość, mój pierwszy bunt, moja WOLNOŚĆ! Kocham i rozumiem...

 
 
 
 
 


I jeszcze taka dygresja - mówiło się, że zloty brudnych, złych motocyklistów to samo zło, pijaństwo, burdy, mordobicia. Tutaj nic takiego nie ma. Tu są pasjonaci. Tu są ludzie pracujący w dni tygodnia po to, żeby w taki lipcowy weekend się odmóżdżyć, odstresować, napić piwa, wyśpiewać "Ela straciłaś przyjaciela...". Jeden weselszy po procentach, inny bardziej skupiony, jeszcze inny w ferworze wolności roztańczony. Wszechobecna, acz subtelnie wtopiona w masy ochrona nie dopuszcza do jakichkolwiek odstępstw do przestępstw. Jestem z natury strachliwa, ale tutaj nie boję się o nic. Obok wydziaranego motocyklisty podrygiwały sobie bielawskie babcie z wnukami radośnie odśpiewując "...tak niewiele miałem, tak niewiele mam...". I to właśnie jest sedno. Nie ma znaczenia czy jesteś w oficerkach czy balerinkach, czy masz zwiewną sukienkę czy ciężką skórę, czy ciało zdobią ci tatuaże czy brokatowe kremy, czy na twojej koszulce jest jednorożec czy czacha w pióropuszu. To nie ma znaczenia.... Wolność... kocham i rozumiem... 


Troszkę szacunkowych cyferek /Iza dziękuję za pomoc/ - było 1700 motocyklistów I około 5000 odwiedzających. Koszulki rozchodziły się jak świeże bułeczki. Blachy na zapisy jeśli przyjeżdża się na ostatnią chwilę. Polecam wcześniej on-line wykupić wejściówki, bo wtedy gwarantowane pakiet startowe + gratis :)  
No idziecie na rekord Motozloty!

Ciekawe co wymyślicie w 2020, żeby nas zaskoczyć :) 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz