Autostrada Sudecka

Piątek



Wyjechaliśmy po pracy. Na szczęście dzień coraz dłuższy więc i jazda krajobrazowa się szykowała. Plany piękne :) Do Lądka Zdroju z międzylądowaniem w Bacówce Giemzików w Jarnoltówku, potem na Kudowę Autostradą Sudecką aż do Bielawy pokonując jeszcze drogę 100 zakrętów, a potem starą 94 do domu. Ale po kolei....

Z środy na czwartek z nosem przyklejonym do szyby obserwowaliśmy popis wiatru, deszczu i gradu, a w głowach kołatała się myśl - czy przejdzie do piątku? Przejść przeszło. Pogoda zrobiła się słoneczna i ciepła - wróżyło upał. Niestety całą drogę z Mysłowic do Głuchołaz mieliśmy ubarwioną liśćmi, gałęziami, ba nawet całymi konarami, zdarzyło się nawet "płaskie" auto w rowie. Droga na szczęście odgruzowana, nie licząc drobnych gałązek i liści. Jednak widoki po prawej i lewej przytłaczające :( Momentami aż czuło się to napięcie i siłę natury. Dobrze, że już nie wiało, nie lało i nie gradobiło
Wyjechaliśmy poza granice GOPu /Gornośląski Okręg Przemysłowy/ i wpadliśmy w pola. Boszzzze co przeżycia...  Pola pachniały zbożem, ziołami i trawą. Aż się chciało zanurzyć w tej łące. Niestety zapachy jakie się odczuwa nie są tylko z gatunku "mięta i tymianek" ale też "krowa i kurczak". Ot taka swojska wieś ;)
Przemierzając wsie w zamkniętej puszce karoserii nie odczuwa się tego tak jak jadąc na dwóch kółkach. Czasem nawet zamknięty kask nie pomaga ;)


Na zachód, ku zachodowi, ku słońcu... Nawet monotonność po prawej i lewej nie przeszkadza. Pola... łąki... pola... kukurydza... pola... zachód... droga... I właśnie wtedy urodziły się "Rozważania Plecaczka", ale o tym później :)


Droga do Jarnoltówka przebiegła spokojnie, droga bez większych dziur i wyboi. Bardziej gładka tylko w tym dniu ubarwiona gałązkami po wichurach, wiec mięliśmy wzmożoną czujność, co niestety skutkuje zakwasami i większym zmęczeniem ;) Bacówka na odludziu z wspaniałymi widokami, uroczymi gospodarzami i pysznym śniadaniem ;)

Sobota

O poranku kierunek Lądek-Zdrój, a potem Autostrada Sudecka, Droga 100 Zakrętów aż do Bielawy na zasłużony odpoczynek. Pogoda powitała nas Słońcem i błękitem. Super będzie naprawdę przyjemna trasa i te widoki /na razie znane z opowieści/...

Droga do Lądka-Zdroju gładziutka jak wstążeczka :) Wiła się miło od Nysy aż po Złoty Stok, aby potem szlakiem przeprowadzić nas do Bystrzycy Kłodzkej skąd już tylko mały skok na Autostradę Sudecką /droga 389/. I stało się :) Ścieżka zaczęła się wić w górę raz w prawo, raz w lewo kołysząc nas jak w dzieciństwie mama :) Im wyżej tym piękniej. Po drodze małe wioski, wioseczki, osady

Zalew Otmuchowski
Zalew Otmuchowski
Lądek-Zdrój
Międzylądowanie w Lądku-Zdroju

W Różance naprawdę pachnie różami :)
Fajna droga, pusta, super widoki a to Polska po prawej a to Czechy po lewej i nagle na "Droga uszkodzona 6km". Jacie!!! Ten kawałek trasy dał się we znaki bardziej niż mój pierwszy przejazd! W dziurach rosła trawa! A sama nawierzchnia chyba jeszcze pamiętała Hitlera! Droga przez mękę... 6km szarpania, podskoków, obić, zwłaszcza tej części pleców, gdzie tracą one swoją szlachetną nazwę...
Początek Autostrady Sudeckiej
Widok z AS
Lasówka


Lasówka
6km męki

Po masakrycznych przeżyciach 6km męczarni, gdzie miałam wrażenie, że to nie 6 a co najmniej 20km bólu dotarliśmy do Spalonej i Schroniska PTTK Jagodna. A że człowiek się naczytał, ze mają tam najlepsze pierogi nie sposób się było oprzeć zwłaszcza, że jestem miłośnikiem pierogów :) 
....
Warto było :) Pyszne! Rekompensują wszystkie niedogodności, o których wspomniałam nieco wyżej.

Mniam....
Po tak wspaniałym obiedzie, na samą myśl o telepaniu się znów zemstą Hitlera pierogi przewracały się w żołądku. Ale.... Ku pokrzepieniu strudzonego motocyklisty dalsza droga okazałą się być rozkoszą dla ciała i ducha :) Od Schroniska aż do samej Kudowy Zdroju świeżutki, gładziutki asfalcik na miarę XXI wieku. Z przyjemnością pokonywało się agrafki i podziwiało to prawą to lewą stronę granicy
W Kudowie odbiliśmy na Drogę 100 Zakrętów do Radkowa. Pierwszy.... drugi... trzeci... ... ... siedemnasty... ... ... dwudziesty pierwszy... dobra dalej już nie liczę, wierzę na słowo, że jest ich 100.  Z Radkowa prościutko do Bielawy, na kolejny relaks, piwo pod chmurką i conieco na ząb. A tu - zaskoczenie. Dni Bielawy nad samym zalewem, tuż przy naszym hotelu, suto okraszone disco-polo. Nie żebym komuś wypominała, ale nie jesteśmy zwolennikami tego typu muzyki tym bardziej, że mocno dotlenione płuca chciały po prostu odpocząć i odespać. Do północy, ba nawet później, gustowne "szalalalala" odbijało się echem od fal. I już sama nie wiem co było bardziej męczące - zemsta Hitlera czy nocny koncert przy wtórze mocno już wesołych słuchaczy.

Niedziela

Przeżyliśmy noc :)

Teraz czeka nas powrót do domu. A że nie lubimy latać autostradami wybraliśmy starą drogę 94.
Nie wiem czy wszyscy tak mają, ale jadąc naszą Gwiazdeczką gdziekolwiek, czy to dalej czy bliżej mijamy wiele miast, miasteczek, wsi spokojnych, wsi wesołych. Wszędzie jest coś do zobaczenia, ale jest jakaś taka wewnętrzna sprzeczność , że chciałoby się zatrzymać, zobaczyć, ale szkoda tracić tego pędu, wiatru, wolności. Podziwiam wszystko w pozycji Plecaczka, robię fotki jak się da i czemu się da, ale nie chcę się zatrzymywać zbyt często by popatrzeć z bliska na zabytki, rynki, kapliczki czy kościoły. Tym razem jadąc było podobnie. Podziwiałam polskie zaścianki, czyste i ułożone. Tych brudnych wiejskich podwórek prawie nie ma. Trzeba by się było namęczyć żeby je znaleźć. Są za to czyste obejścia /o gustach nie dyskutujemy - np.: krasnoludki w ogródkach/, równo skoszona trawka, oddzielona cześć domowa od gospodarczej, żadnych kur grzebiących przed domem, trampoliny dla dzieci i leżaczki przy grilu. Jakież to optymistyczne :)

Makieta Brzegu

1 komentarz: